|
wtorek, 14 lutego 2012
Kolejna opowieść z cyklu abstrakcyjnie śmiesznych sytuacji w jakich możemy uczestniczyć posiadając samochód i "nie daj Boże" parkując nim gdzieś w miejscu publicznym. Rzecz się dzieje w dużym centrum handlowym jednego z dużych polskich miast. W przerwie pomiędzy zajęciami (a tak na prawdę podczas baaardzo nudnego wykładu) wyskoczyliśmy ze znajomymi na kawę do powyższego centrum. Kolega kierowca, z własnym autem, także pomimo oddalenia kawiarni nie było problemu z przetransportowaniem się na filiżankę małej czarnej. Zaparkowaliśmy obok "jakiegoś auta", nie mam pojęcia co to był za samochód, jakiej marki, nie pamiętam nawet koloru. Nie zapamiętuje się takich szczegółów. Pamiętam za to jak dzisiaj, że kolega przestrzegał (z powodu małej ilości miejsca na parkingu), żeby uważać na inne auta przy wysiadaniu, bo jest wąsko. Zatem nikt nawet nie dotknął drzwiami sąsiedniego samochodu, co dopiero mówić, o uderzeniu czy zarysowaniu. Jednak wtedy jeszcze nie mieliśmy pojęcia co się szykuje.. beztrosko udaliśmy się na kawę którą w ożywczej atmosferze miłej studenckiej rozmowy skonsumowaliśmy i udaliśmy się z powrotem na wydział. Kilka tygodni później kolega dostaje wezwanie na policję na przesłuchanie w celu sprawy wniesionej przez pewną Panią, która uważa że jej auto zostało zarysowane właśnie przez samochód naszego znajomego podczas pobytu na kawie. Śmieszna sprawa jest o tyle, że na początku wezwanie na przesłuchanie dostaje brat kolegi, który jest współwłaścicielem auta i kompletnie nie ma pojęcia o co może chodzić. Wersja kobiety jest taka, że auto zostało zarysowane, ona zobaczyła rysę i udała się zdobyć nagranie z monitoringu do ochrony centrum handlowego. Jednak okazuje się, że akurat to centrum (wybudowane jakieś pół roku temu) nie posiada monitoringu na parkingu.. (Swoją drogą trochę śmieszna sprawa, nowe centrum handlowe bez monitoringu w tak istotnym miejscu). Babka wróciła, a auta które "rzekomo" ją zarysowało już nie było.. jednak mądra kobieta wcześniej spisała nr rejestracyjne auta, co pozwoliło jej wnieść doniesienie na policje. W rzeczywistości my niczego nieświadomi wypiliśmy kawę i pojechaliśmy na kolejne zajęcia, nieświadomi iż niektórzy uważają nas za zbiegów. Kolega stawił się na komendę i zaczęło się wyjaśnianie sprawy oraz obalanie tezy, że to właśnie on "puknął" autko stojące obok. Z oględzin miejsca w którym było zaparkowane auto kumpla i tej kobiety wyszło, że musiałby wyjeżdżać dosłownie ze ściany, aby zarysować ją tam gdzie została zarysowana. Na sam koniec puenta.. babka w ostatniej chwili jednak przypomniała sobie, że ma męża lakiernika i w sumie, to chce wycofać sprawę itp. Ale było już za późno bo wniosek poszedł do realizacji czy coś (nie znam policyjnych procedur więc szczegółów nie powiem). Także.. mi coś tu śmierdzi. Ale fakt faktem, że kolega nie miał z powodu bezmyślności i braku dowodów tej Pani jakichś większych nieprzyjemności. Nigdy nie wiadomo kiedy czeka nas ciężka walka o udowodnienie, że nie jesteśmy wielbłądem.. Poniżej film robiący ostatnimi czasy furorę na wykopie itp. serwisach, nawiązujący nieco do tematu opowieści.
sobota, 07 stycznia 2012
Zmiany zmiany! Będą zmiany w egzaminie teoretycznym! W ostatnim kwartale zeszłego roku było głośno o tym, jak egzamin teoretyczny na prawo jazdy zostanie zaostrzony, z powodu braku możliwości realnego sprawdzenia wiedzy teoretycznej kursanta. Jak każdy, kto egzamin na prawo jazdy zdawał wie, można było nauczyć się większości pytań na pamięć. Bardziej wytrwali czy ambitni kursanci po przerobieniu kilkukrotnie bazy pytań potrafili czytając początek danego zadania, kojarzyć już że odpowiedziami prawidłowymi na zadany problem są literki A oraz C, bez czytania treści odpowiedzi. Fakt, obecny egzamin teoretyczny mało uczy.. przepisów.. No cóż faktycznie trudno mówić tutaj o jakiejkolwiek mocy dydaktycznej takiego egzaminu. Druga sprawa że mały procent pytań faktycznie jest sporny i osobiści sam uczyłem się kilku zadań na pamięć, bo odpowiedzi do nich były po prostu idiotyczne, no ale to zupełnie inna sprawa. Poza tym takich pytań było na prawdę niewiele. W związku z czym statystyki są nieubłagane, za pierwszym razem teorię zdaje jak na razie około 80% kursantów, natomiast praktyczną część egzaminu jedynie 3% ! Zaostrzenie i zmiana formy egzaminu teoretycznego wydaję się być zatem prawidłowym posunięcie. Skoro bowiem ludzie uczą się większości teorii na blachę i bez zrozumienia, trudno aby łatwo mogli sobie poradzić na drodze w realnych sytuacjach. Zmiany już od 12 lutego! Czy aby na pewno? Zmiany miały zostać wprowadzone od 12 lutego 2012, co zaowocowało oblężeniem ośrodków szkolenia kierowców i wojewódzkich ośrodków egzaminacyjnych. Wszyscy którzy zwlekali z prawkiem dostali mocnego motywacyjnego kopniaka, aby zdobyć zalaminowany dokumencik uprawniający do prowadzenia samochodu, jeszcze przed zaostrzeniem przepisów. Nowy egzamin teoretyczny ma być bowiem trudniejszy i bardziej oddawać realia jazdy samochodem. Obecnie baza danych egzaminacyjnych obejmuje 300 pytań, które są oficjalnie udostępniane do nauki w sieci, czy na przeróżnego rodzaju materiałach edukacyjnych jakie kursanci dostają na szkoleniu prawa jazdy. Po zmianach baza pytań ma opiewać na 3000 pytań, które UWAGA!! będą tajne aż do dnia egzaminu! Nowy egzamin będzie trudniejszy, to pewne.. Ale od kiedy? Sama formuła zadawania pytań też ulegnie zmianie. Będzie mniej czasu na odpowiedź, oraz nie będzie można zastanawiać się w "nieskończoność". Aby odpowiedzieć na określone pytanie będziemy bowiem mieli jedynie kilka sekund czasu (coś jak jeden z dziesięciu tyle, że z podpowiedziami A,B,C), a do pytania na które odpowiedzi już udzieliliśmy nie będzie można wrócić. Nic dziwnego, że się ludzie bez prawa jazdy przestraszyli :) i zaczęli szturmować szkoły nauki jazdy. Szum jaki powstał kilka miesięcy temu wokół zmieniających się przepisów egzaminowania przyszłych kierowców, może okazać się przedwczesną paniką. Jednak kilka dni temu minister transportu Sławomir Nowak, poinformował iż do sejmu trafiła nowelizacja, aby zmiany w ośrodkach egzaminacyjnych wprowadzić dopiero od stycznia 2013 roku. Jest on bowiem przekonany, że obecnie WORD'y nie są przygotowane do wprowadzenia tak diametralnych zmian w sposobie egzaminowania przyszłych kierowców. Wszyscy obecnie robiący prawko, którzy myśleli, że nie zdążą przed wprowadzeniem zmian, mogą zatem odetchnąć z ulgą, jeżeli nowelizacja zostanie wprowadzona. Na całym zamieszaniu najbardziej zyskały szkoły jazdy, które zarobiły na przestraszonych adeptach kierownicy :)
niedziela, 11 grudnia 2011
Dzisiaj kolejny wpis z cyklu przypowieści "mądry polak po szkodzie". Notka będzie traktować o stłuczce kolegi, która miała miejsce kilka tygodni temu. Sytuacja sama w sobie jest dość typowa, lecz reakcja jednego z kierowców, a właściwie dziewczyny prowadzącej auto które było winowajcą stłuczki dość zatrważające.. no ale o tym za chwilę. Aby było wiadomo o co chodzi zacznę może od początku. Kolega jechał drogą z pierwszeństwem która ma kształt swoistego zawijasa w prawą stronę. Gdzieś w połowie tej drogi jest odnoga jezdni, tworząca przyporządkowaną do niej trasę, która prowadzi gdzieś w głąb osiedla jako wyjazd dla samochodów z pobliskich wieżowców. Dziewczyna radośnie wyjeżdżała z drogi nie zważając na to, że z "góry" może ktoś jechać. Jakież było zdziwienie mojego kolegi, kiedy jadąc był przekonany że owe auto się zatrzyma, podczas gdy on jedzie. A przynajmniej upewni się, że nie przeszkodzi w poruszaniu się pojazdom względem jej w danym momencie uprzywilejowanym. A gdzie tam, dziewczyna chyba nawet nie upewniła się, że nikt nie jedzie, tylko ostro gazuje skręcając w lewo. Kumpel w takim razie po hamulcach, no ale niestety było już za późno. Dziewoja straciła lewą lampę, a kumpel pół auta, bo wjechał w nią ewidentnie samym środkiem maski. Auto - polonez, czyli wiadomo przód trzyma się na jakimś jednym mniej lub bardziej solidnym pręcie, więc praktycznie całość auta do remontu. Teraz najlepszy tekst jaki słyszałem przez ostanie kilka tygodni. Dziewczyna która spowodowała wypadek / stłuczkę, wychodzi z wozu i z tekstem do mojego kumpla .. "No to może się jakoś dogadamy?" Nie muszę mówić, jakie było wkurwienie na twarzy mojego znajomego, gdy to usłyszał, podczas gdy koleżanka nie miała lampy, a on połowy samochodu :) Nie wiem, czy po nerwowym powiedzeniu dziewczynie, że to jej wina i że będzie bulić z jej ubezpieczenia, nasza tragiczna bohaterka zmieniła strategię, czy faktycznie była tak naiwna. Jeżeli była to olaboga kto jej dał prawo jazdy? Uczestniczka i sprawczyni całej sytuacji była bowiem od tego momentu święcie przekonana, że winowajcą jest mój znajomy jadący polonezem, a nie ona :P Dopiero panowie w mundurach sprowadzili marzycielkę na ziemię uświadamiając jej, że to ona zawiniła nie upewniając się czy ktoś nie korzysta z drogi nadrzędnej, podczas gdy ona próbowała na nią wjechać z przyporządkowanej. Wiadomo jako argumentów użyli mandatu opiewającego na kilkaset zł, oraz kilku punktów karnych. Co z ubezpieczycielem? Nasza bohaterka była ubezpieczona w Link4, która to po wizycie rzeczoznawcy stwierdziło, że zwróci tylko jakieś 1200 zł, bo niewiele więcej jest warte samo auto. Podczas gdy niezależny warsztat określił straty i koszt remontu na około 3 tyś. zł. Fanie nie? Takie rzeczy jak nowy zbiornik na gaz, i cała instalacja gazowa która była niedawno po generalnej konserwacji wcale nie została wzięta pod uwagę... Zatem, cała sprawa z ubezpieczycielem Link4 skończy się prawdopodobnie w sądzie. Chyba, że po postraszeniu kilkukrotnie tym miłym spotkaniem w tym urzędzie kochane link4 nieco odpuści i spuści nieco z tonu zwracając chociaż większą część kosztów za remont.
niedziela, 20 listopada 2011
Opiszę w dzisiejszej notce ciekawą sytuację w którą przypadkiem i trochę przez swoje zaniedbania zaplątał się mój znajomy. Chodzi o podwójne ubezpieczenie OC. Mój znajomy rok temu ubezpieczył samochód w pewnej firmie ubezpieczeniowej. W tym roku znalazł dużo bardziej korzystną cenowo ofertę w Liberty Direct. Skontaktował się zatem z przedstawicielem tej firmy w celu dogadania wysokości składki, oraz innych warunków. Wszystko było już niby dopięte, gdy mój kumpel skontaktował się z poprzednim ubezpieczycielem, wyszedł kwas. Chciał on bowiem zawiadomić poprzednią firmę, że nie będzie przedłużał polisy. Jak się jednak okazało, takie przedłużenie jest tworzone automatycznie u progu terminu końca polisy OC. A aby z polisy zrezygnować trzeba przed upłynięciem jej terminu ważności wystosować specjalne podanie o rezygnacji. Wyszła dosyć niekomfortowa sytuacja. W starej ubezpieczalni istniała możliwość rezygnacji, jednak przy zwrocie kwoty jedynie za pół roku (tej informacji nie do końca jestem pewien). Ale to czego pewien jestem, to że nie kalkulowało się rezygnować z przedłużonej polisy, bo koszty i tak wychodziły duże. Ale ale, okazało się że po podpisaniu umowy z nowym ubezpieczycielem jest jeszcze coś takiego jak tydzień, na rozmyślenie się i zrezygnowanie bez ponoszenia kosztów. Zatem mój serdeczny kolega napisał maila do liberty direct (o formie kontaktu poprzez pocztę elektroniczną został poinstruowany przez telefonicznego konsultanta), że z polisy jednak rezygnuje. Wydawałoby się, że sytuacja rozwiązana, znajomy chcąc nie chcąc zostaje u poprzedniego ubezpieczyciela, jednak nie musi opłacać 2 składek. Jednak jakie było jego zdziwienie, gdy po krótkim czasie dostał wezwanie do zapłaty za polisę w Liberty.. Wkurzenie było jeszcze większe, gdy w biurze nie tak dawno głośno reklamowanej w tv ubezpieczalni usłyszał pokrętne tłumaczenia na temat zaginięcia emaila. W związku z czym firma ubezpieczeniowa stwierdziła, że nie została poinformowania w przeciągu tygodnia od podpisania umowy o rezygnacji z polisy OC. A co za tym wszystkim idzie, umowa jest jak najbardziej wiążąca, a mój kumpel niestety poniesie koszty 2 polis?! A w przypadku rezygnacji i tak policzą sobie kasę za kilka miesięcy.. Kompletnie skołowany i już doszczętnie zdruzgotany całą tą sytuacją która pozbawi jego portfel ostatnich oszczędności, bohater mojej przypowiastki udał się do biura pośredniczącego w ubezpieczeniach samochodowych po jakąś radę. Pracownik tegoż biura po usłyszeniu o "zaginionym mailu" stwierdził, że w Liberty Direct to standard.. Poradził jednak, że dobrym sposobem na ominięcie wszystkich przeciwności i chociaż częściowe oszczędzenie pieniędzy, będzie 'fikcyjne' sprzedanie samochodu komuś z rodziny lub zaufanych znajomych. Dzięki czemu będzie możliwa rezygnacja z 1 polisy na podstawie umowy kupna sprzedaży samochodu, a koszty za niewykorzystany czas objęty ubezpieczeniem mój znajomy dostanie z powrotem. A po rezygnacji z 1 polisy, :) nagle nie wiedzieć czemu nabywca auta odsprzeda je poprzedniemu właścicielowi :) i wszyscy będą happy. I właśnie ten opisany w powyższym paragrafie sposób jest w trakcie realizacji. No niestety każdy orze jak może. Skoro liberty direct może ściemniać odnośnie zaginionego maila (choć mogła istnieć realna sytuacja zaginięcia maila), ale reakcja niezależnego doradcy mówi sama za siebie. To sprzedaż samochodu choćby na tydzień wydaje się jedynym rozwiązaniem.. Morał z bajki taki, żeby najpierw dowiedzieć się jak wygląda rezygnacja z obecnej polisy, a potem załatwiać sprawy z nową. Po drugie.. nigdy nie załatwiać tak istotnych spraw przez maila :) tylko udać się grzecznie do biura i najlepiej mieć potwierdzenia (wszelkie możliwe) złożenia papierów, czy zrzeczenia się z czegokolwiek.
niedziela, 06 listopada 2011
Podzielę się z Wami w dzisiejszym wpisie stronką na której można obliczyć (mniej więcej) koszt ubezpieczenia OC dla naszego samochodu. Wpis umieszczam dlatego, gdyż po przeszukaniu kilku pierwszych stron googla na frazę "kalkulator oc" lub "koszt ubezpieczenia oc" wyskakują mi same witryny konkretnych firm ubezpieczeniowych. Teoretycznie dzięki narzędziom udostępnionym przez konkretne firmy, również można określić cenę obowiązkowego ubezpieczenia auta. Ale najczęściej skorzystanie z takiego kalkulatora wiąże się z wypełnieniem wniosku i kontaktem z konsultantem, który pomoże dokładniej wycenić OC. A ja nie chciałem kontaktu z konsultantem, czy wypełniania wniosku. Chciałem bez zobowiązań oszacować co mi się bardziej opłaca i w jakich granicach mogę liczyć na w miarę racjonalne widełki cenowe ubezpieczenia. Wkurzyłem się i przekopałem wiele stron, aby znaleźć w miarę niezależny instrument do takiej analizy, który nie będzie mnie automatycznie wiązał ani z konkretnym ubezpieczycielem, ani zmuszał do kontaktu bezpośrednio z konsultantem, aby wyceny dokonać. Wszystkich mających ten sam problem i chcących czasami po prostu pokalkulować ile wyjdzie koszt OC na oko zapraszam pod ten link. Standardowe pytania o markę, model i wiek samochodu jak również o zawód, wiek, rodzinę itp. dane odnośnie kierowcy / właściciela. Pozwalają mniej więcej określić cenę ubezpieczenia OC. Do tego algorytm obliczający pobiera chyba dane z różnych firm ubezpieczeniowych i na końcu prezentuje widełki cenowe. Mam nadzieję, że się komuś przyda.
sobota, 22 października 2011
W dzisiejszym wpisie chciałbym poruszyć bardzo ważną kwestię podczas selekcji ośrodków które bierzemy pod uwagę jako te, w których chcielibyśmy odbyć kurs prawa jazdy. Owszem wybór szkoły jest ważną sprawą, bo na samą decyzję składa się wiele czynników, renoma ośrodka, cena samego kursu, możliwość dostosowania kursu do naszego wolnego czasu itp. itd. I o ile wyżej wymienione czynniki są istotne, o tyle najważniejszym (oczywiście to tylko moja opinia i możecie się z nią w pełni nie zgodzić) jest wybór instruktora prawa jazdy. To z nim spędzimy większość czasu i to właśnie od tego człowieka zależy, czy będziemy musieli wydać więcej pieniędzy na dodatkowe godziny przed (którymś z kolei) praktycznym egzaminem państwowym, lub czego nikomu nie życzę wewnętrznym. Jest różnica pomiędzy.. Cierpliwym nauczycielem, który jest wyrozumiały i sam pamięta czasy jak to było kiedy on zdawał prawko i pierwszy raz uczył się tak dla niego obecnie trywialnych czynności jak ruszanie, zmienianie biegów itp. Dzięki czemu będzie umiał nam ze stoickim spokojem w kółko powtarzać istotne wskazówki jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba. W razie problemów nie nakrzyczy, ale wesprze ciepłym słowem i łagodnym uśmiechem. a pomiędzy.. Chamem i prostakiem, który nie dość że ledwo zipie bo podczas wszystkich jazd jest wypompowany jak dętka. Okazuje się bowiem, że nasz 'błyskotliwy' nauczyciel, wpadł na genialny pomysł dorabiania po pracy jako instruktor jazdy, nie mając ku temu żadnych dydaktycznych przesłanek. Dodatkowo z tej czynności robi sobie jakąś osobistą krucjatę, wyżywając stresy dnia codziennego na biednych kursantach, wrzeszcząc i klnąc przy tym jak szewc. Porównując dwa powyższe przypadki, chyba każdy zdrowo i rozsądnie myślący człowiek (bez jakichś masochistycznych skłonności) wybrałby nauczyciela pierwszego. A z drugim nie chciał mieć nic wspólnego (ja niestety miałem z tego typu człowiekiem do czynienia, ehh ale o tym kiedyś indziej). W przypadku, trafienia na chama i prostaka, trzeba jak najszybciej zmienić instruktora na jakiegoś innego (najlepiej bardziej cierpliwego i takiego który nam ogólnie odpowiada), większość szkół jazdy oferuje taką możliwość. Ale jest mały haczyk, praktyczny egzamin wewnętrzny musimy zdać u instruktora, z którym przejeździliśmy większość jazd. Jeżeli jest to niemiły Pan od którego uciekliśmy po połowie jazd, to niestety tak czy siak czeka nas z nim końcowa jazda, która umożliwi (lub nie) podejście do państwowego egzaminu. Nie wiedzieć czemu, często tego typu wewnętrzne egzaminy kończą się niepowodzeniem, co naturalnie nie ma żadnego związku z ucieczką od nielubianego instruktora, który nas wtedy egzaminuje.. Dlatego właśnie uważam, że wyznacznikiem tego do jakiej szkoły nauki jazdy się udamy jest właśnie instruktor, którego możemy być pewni iż jest właściwą osobą na właściwym miejscu, która nauczy nas jeździć, a kurs prawa jazdy przy boku takiego Pana lub Pani będzie komfortowy.
środa, 12 października 2011
Sam mój nick pirat drogowy został napisany nieco przekornie, a to dlatego że jak na razie żadnych zatargów z Panami z drogówki nie mam. Szczerze mówiąc mało jeszcze po mieście autkiem śmigam bo całkiem niedawno (hmm jednak trochę czasu już zleciało) zdałem prawo jazdy, z którego tak aktywnie na razie nie korzystam. Blog powstał w związku z moją frustracją odnośnie poziomu w niektórych szkołach jazdy. Serio.. w niektórych z nich poziom kadry szkolącej przyszłych adeptów kierownicy był tak mizerny, że aż szkoda gadać. Ludzie zmęczeni życiem, którzy stwierdzili iż zostanie instruktorem prawa jazdy jest dobrym sposobem na dorobienie sobie do pensji po godzinach. No ale o tych i innych ciekawostkach jakie przeżyłem podczas mojego kursu na prawo jazdy będę powoli i po kolei opisywał w kolejnych postach na blogu. Oprócz tego wraz z rozwojem i upływem czasu, liczę że dorobię się swoich własnych 4 - kółek (wszystko wskazuje na to, że może uda się to całkiem niebawem). Co również da mi zastrzyk dodatkowych tematów na bloga, którego spektrum będzie szerokie. Zatem na początku solidna dawka wspomnień z prawa jazdy i kilka błędów moich na których niepopełnianiu możecie wiele zyskać. A potem jak okoliczności pozwolą będę obracał się w materii od mechaniki samochodowej po kulturę jazdy autem, oraz przemyślenia na temat motoryzacyjnych wycieczek. Pozdrawiam, zapraszam do śledzenia bloga, na którym wpisy może za często się pojawiać nie będą, ale za to na regularność z pewnością możecie liczyć! |
|